Menu
Historia Zakonu
2016-12-21 13:28:14

Niczym z popiołów, chwała uniosła się z oparów rozkładu i marazmu. Chwalcie Sprawiedliwego, gdyż wielkie są dzieła Jego!


Prawdą jest, iż wiek płynie za wiekiem pośród rzeki czasu i obmywany przezeń świat widział już wiele. Rasy panujące teraz nie były pierwszymi, jakie stąpały po tej ziemi, a obecnie żyjący ludzie nie są nawet drugim z niezliczonych plemion, jakie się zrodziły. Są wśród nich jednak takie, którym bliżej do tego miana niż innym.

Najstarszym z ludzkich grup na kontynencie są mieszkańcy Bertony, potomkowie dawnych plemion Esperów, obecnie zamieszkujących żyzne ziemie na południu świata. O ich dalekiej przeszłości wiadomo niewiele, tyle tylko, iż mówili bardzo podobnymi językami i nigdy nie zdołali przebić się na północ, otoczeni przez potężne ludy dawnych dni. Toczyli tedy między sobą rozliczne bitwy i najazdy, przez wieki doskonaląc się w sztuce wojennej. Koło wieków jednak obraca się nieubłaganie do przodu, przelewając losy cywilizacji i ciesząc nimi w końcu jednostki wybitne. Takoż około 350r. przed upadkiem Tzar, jeden z takich ludzi, którego imię zanikło w pomroce dziejów, jednoczy żelazem i słowem plemiona, ustanawiając to, co potem jego potomkowie nazwą Królestwem Bertony. Najstarszym królestwem ludzi na kontynencie.

Tradycja mówi, że było dziewięciu królów Bertony. Wiele oni zrobili dla swego ludu, nieraz prowadząc go przeciwko okropieństwom minionych czasów. Człowiek ma jednak słabą naturę, a najszybciej ujawnia się ona u tych, którzy powinni pozostać szlachetni w czynach.

Z pokolenia na pokolenie narastała dekadencja i okrucieństwo władców. Ich domenę nawiedziły bunty oraz brak stałości w rządach. Rozpasana szlachta wzniecała między sobą spory, a ich pogoń za nowością sprowadził na dwory obce, mroczne kulty. Apogeum tego koszmaru nastąpiło za ostatniego, dziewiątego króla Bretony, Tarkwiniusza. Jego wasale nieprzerwanie od siedemdziesięciu lat toczyli ze sobą wojnę o wpływy, zaś ulice dniami ściekały krwią tłumionych buntów, a nocą ofiar bluźnierstw rozszalałych kultystów. Do pamiętnego roku 68, kiedy to drzwi sali tronowej Tarkwiniusza skruszyło siedmiu wojowników.

Patriarchowie, bo takie noszą miano w Księdze, przebyli całe państwo z orędziem wiary na ustach i sztandarem wojny powiewającym na wietrze ogarniającej ich ojczyznę pożogi. Byli prorokami-wojownikami starożytnej religii, czczącej jako jedynego boga Ultimę - Pana Światła i Obrońcę Świata. Początkowo niewielki kult, cieszący się uznaniem wśród wąskiego grona zbrojnych, nagle ogarnął swym zasięgiem coraz szersze grono ludzi, strwożonych obrazem zła i zepsucia jakie toczyło ich świat. Enigmatyczni Patriarchowie kroczyli przez Bertonę głosząc wszystkim, arystokratom i prostaczkom ostateczną wojnę sił światła z siłami ciemności, a owa straszliwa wizja zdawała się ziszczać na oczach ludu. Wszędzie gdzie pojawili się prorocy, ich gniew obracał się przeciwko rozzuchwalonym wielmożom, a ogień i żelazo pożerały wszeteczne kabały kultystów niszczycielskich potęg.

Wkrótce przez Bertonę kroczyć zaczęła święta armia, z imieniem Ultimy na ustach, niosąc prawdziwy i niepowstrzymany gniew boży wszędzie, gdzie się udała. W 56r. rozpoczęła się Wojna Oczyszczenia, pierwsza z czterech świętych wojen.

Zdemoralizowana, wewnętrznie rozbita przez walki o władzę dotychczasowa władza ugięła się pod potężną siłą, jaką stanowiła armia Patriarchów. Nie byli oni bowiem jedynie fanatycznymi zelotami, niedbającymi o swe życie. Prorocy Ultimy byli zaprawionymi w boju wojownikami, oddanymi sprawie i zdolnymi prowadzić swe hufce zarówno z gorliwością, jak też talentem wodzów. Mimo to walki trwały aż dwanaście lat. Bowiem gdziekolwiek udała się armia, tam dokonywano pogromu. Na tle palących się świątyń obcych bogów, krew pogan płynęła strumieniami, gdyż minął ich czas na opamiętanie. Uleczenie kraju wymagało całkowitego jego oczyszczenia.

Latem 68r. przed upadkiem Tzar, koronowana głowa Tarkwiniusza, ostatniego króla Bertony, potoczyła się po marmurowej posadzce jego pałacu. Jego tron rozbito, a insygnia wrzucono w ogień. Nastaje teokracja.

Wtedy to rodzi się zaczątek Zakonu, gdyż tak właśnie ochrzczą się niedługo po zwycięstwie Patriarchowie. Pośród siebie wybiorą pierwszego Autarchę, przywódcę religijnego i ostateczny autorytet, Celestyna I. Ten okaże się znakomitym organizatorem, zdolnym zapanować nad wyniszczonym państwem, skupiając w swoim ręku zarówno świecką jak również duchową władzę. Pozostali Patriarchowie tworzą Kapitułę, wewnętrzną radę, wielokrotnie zmieniającą swój kształt przez wieki, jednak zawsze złożoną z siedmiu członków i zawsze spośród siebie wybierających kolejnego Autarchę.

Za Celestyna Państwo Zakonne, bo tak teraz zwie się dawna monarchia Bertony, umacnia swój kształt, odbudowuje po potwornej wojnie religijnej. W miejsce starych bożnic buduje się świątynie Ultimy, wielu wojowników staje się kapłanami mającymi teraz za swój oręż słowo zawarte w Liber Celestiae - świętej księdze religii Ultima Dei. Ciągle jeszcze do końca nie wygasają walki z ukrytymi sektami i jak się okazuje stan ten będzie trwał zawsze, jednak Obrońca zdaje się przynosić swym nowym sługom upragniony pokój oraz bezpieczeństwo. Dopiero pod koniec pontyfikatu Celestyna I zmienia się to, gdy najpotężniejszy znany z tamtych czasów sąsiad Państwa Zakonnego, domena rasy Tzar, przestaje istnieć w wyniku konfliktów wewnętrznych i najazdu Slavów. Przez kolejne sto lat Autarchowie dysponują największą potęgą w regionie, nie licząc starożytnej Hegemonii Ankharów, z którymi toczono praktycznie odwieczne wojny na południu. Zakon poszerza więc swoje wpływy, rozsyłając misjonarzy i dokonując kolejnych świętych wojen w krainach ościennych. Apogeum tego następuje w roku 105 Ery po Tzar, gdy armia Zakonu zdobywa miasto Tzzat i rozpoczyna nawracanie ziem aż po jezioro Swedana, na południu Raweny. Dopiero Ivan Samozwaniec, pierwszy Car, pobije ich na Siornym Polu, zmuszając do wycofania się za Szare Skały i porzucenia zdobyczy. Wraz z tym wydarzeniem rozpoczyna się długa seria konfliktów między Caratem a Państwem Zakonnym.

W 296r. Nowej Ery wybuchają niepokoje religijne, związane z szerzeniem się diabolicznych sekt i kultywowania magii. W odpowiedzi na to Autarcha Dezyderiusz III zwiększa rolę Inkwizycji, śledczego officium, istniejącego już od dawna, lecz posiadającego w gruncie rzeczy niewielką władzę. Uzyskawszy pełną autonomię, Inkwizytorzy szybko radzą sobie z heretykami i czarownikami, udowadniając tym samym swą skuteczność. W następnych stuleciach to oni właśnie będą walczyć w ukryciu z wrogami Ultimy, siejąc grozę wśród każdego nieprawomyślnego spośród wiernych. Z czasem uzyskają nawet możliwość wpływania na wybór Autarchy.

Konsekwencją straszliwych czystek inkwizycyjnych staje się III Wojna Święta, skierowana przeciwko państwom-miastom Terakan. W 311r. zbrojni w fanatyzm rycerze Zakonu ruszają straszliwą siłą na wschód, bezlitośnie tępiąc wszystkich napotkanych Terakan. Nie okazują im litości, ani nie próbują nawracać, gdyż Liber Celestiae wskazuje wyraźnie, że należą oni do rasy wypaczonej złem i należy wymazać ich istnienie z tego świata. Ponadto śledztwo Inkwizycji bezsprzecznie wykazywało związek między terakańskimi wierzeniami, a szerzącą się herezją. Tocząca się sześć lat kampania ma jednak większy historyczny wydźwięk niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Na terenach podbitych rycerze zakonni wyzwalają nieznaną sobie rasę Sylfów, która wkrótce okazuje się zdegenerowanym odłamem ludzi, upodlonym czarną sztuką Terakan do postaci podrzędnych istot-niewolników. Jawnym okazują się więc grzechy wężowatych demonów z Am’Arne i święte hufce ponownie ruszają, niosąc bezlitosny ogień tym ziemiom, w imię wypalenia gnuśniejącego na nich zła. W 316r. ofensywa traci jednak na sile z powodu niespodziewanego ataku potężnej armii Cara Nikolaja IV na północne granice. Państwa-miasta Am’Arne składają hołd lenny władcy spod Czarnej Iglicy, oddając swe ziemie pod jego wieczną protekcję i wikłając Państwo Zakonne w walkę na dwa fronty. Ostatecznie jednak nawet ogromna przewaga liczebna żołnierzy Nikolaja nie jest w stanie przemóc fanatyzmu doborowych wojowników Ultimy i obie strony zastygają w impasie na kolejne dziesięciolecia.

W 398 roku kończy się budowa owianej złą sławą Czarnej Cytadeli - siedziby Wielkiego Inkwizytora. Od tej pory ma on już realny wpływ na wszystko co dzieje się wewnątrz jak też na zewnątrz Zakonu. Stan ten utrzymuje się do dzisiaj, trudno jednak powiedzieć jak głęboko sięga władza Officium. Gdyby jednak ktoś zechciał dociekać tego typu spraw, dobrą przestrogą może być pontyfikat Autarchy Augusta I, który zasłynął chęcią zmniejszenia wpływów Inkwizycji. Ten światły religijny przywódca zmarł na atak serca niespełna dwa lata po objęciu insygniów. Przedtem jednak nigdy nie narzekał na problemy zdrowotne...

Kolejne dziesięciolecia upłynąć mają pod szczęśliwą gwiazdą, przepełnione spokojem wewnątrz Państwa Zakonnego. Zmienia się to dopiero w roku 465, kiedy to odnalezione zostają Apokryfy z Sitry. Do dzisiaj nie wiadomo co dokładnie zawierały owe starożytne woluminy, pokryte ledwo zachowanym pismem. Początkowo ogłoszono wiernym tylko część ich zawartości, głównie opisujące dokładnie wojnę Ultimy ze złem. Resztę jednak podobno utajniono… Co wywołało pewne rozruchy religijne oraz dość poważny dogmatyczny spór w sercu samego Zakonu. Całkowite uspokojenie sytuacji zajmuje ponad dziesięć lat i przejdzie do historii jako Herezja Apokryficzna. Niemniej jednak winni zostają w końcu odnalezieni i surowo ukarani. Same zaś woluminy znikają z życia publicznego, ukryte bezpiecznie w archiwach Zakonu. 476 rok przynosi niebywałe odkrycie geograficzne. Oto bowiem zostaje odnaleziona wyspa o nazwie Astrella. Niegościnna kraina zdaje się być pozbawiona jakiejkolwiek wartości, jednak mimo to Kapituła wysyła tam wielu misjonarzy i zakonspirowanych agentów Inkwizycji. Flota Zakonu zostaje zaś mocno rozbudowana. Wkrótce również wybucha spór o nowe odkrycie, gdyż do wyspy przybijają swe okręty żołnierze Imperialnych, a tuż za nimi dziewicze plaże ryją dzioby łodzi Wspólnoty Slavów. Jak można było się domyśleć, zaognia to stosunki między Frakcjami.

W 489 roku wybucha straszliwa epidemia na południu, której nie potrafią zaradzić żadni medycy. Potworna choroba, zwana Piętnem, pustoszy południe Bertony. Grabarze nie nadążają z chowaniem zwłok, brakuje kapłanów do odprawy należytych ceremoniałów. Szerzy się panika, wielu odnajduje w tym zapowiedzi końca świata. Cały teokratyczny system, na którym opierał się porządek krainy, zaczyna pękać w szwach.

I wtedy to do władzy dochodzi obecny Autarcha, Celestyn II. Od początku daje się poznać jako bezwzględny, jednak inteligentny przywódca, gdy obejmuje kwarantanną porty na południu i pozwala jedynie mnichom-ochotnikom przekraczać jednorazowo granicę zamkniętej ziemi, w celu niesienia pomocy chorym. Wkrótce epidemia zaczyna przygasać. Wierni przypominają sobie nagle o proroctwach zawartych w utajnionych Woluminach z Sitry. Niektórzy szepczą, że plaga była w nich zapowiedziana i dlatego, że Autarcha wiedział o niej wcześniej, mógł tak szybko zacząć zapobiegać jej zgubnym działaniom. Oczywiście nikt nie składał też na karb przypadku przyjęcia przez nowego najwyższego kapłana imienia Celestyna II…Gdy zaś wśród ludu zaczęły pojawiać się dziwne, obarczone znakami na ciele niemowlęta, a specjalni wysłannicy Inkwizycji prawie natychmiast ruszyli na ich poszukiwania, jakby czekając właśnie tego dnia…

Ku zaskoczeniu Kapituły Celestyn II wcale nie zdementował pogłosek o przepowiedniach. Wręcz przeciwnie. Ogłosił ludowi Ultimy, że plaga była karą za grzech odrzucenia idei Wojny Świętej i porzucenia walki ze złem. Jawnym zaś znakiem przychylności kolejnemu konfliktowi miało być właśnie pojawienie się enigmatycznych Stigma, przyszłej awangardy zakonnych wojowników, na tej ziemi.

W roku 501 rozpoczyna się kolejna fala religijnych najazdów. Nieprzerwane rzesze fanatyków ciągną za ciężkozbrojnymi rycerzami na północny zachód, poprzez wąski przesmyk między wybrzeżem, a Ścianą Ostrych Szczytów. Nie napotkawszy prawie żadnego oporu, święci wojownicy docierają do południowej granicy slavskiego państwa Eadern i dosłownie jednym uderzeniem miażdżą wszelki opór tamtejszych wielmożów. Zachodni Slavowie nie mierzyli się nigdy z taką potęgą, a ich drewniane tarcze oraz zawziętość nie mogły sprostać żelaznej dyscyplinie fanatycznych zastępów Ultimy. Na podbitych terenach szybko zostają ustanowione dwie nowe Komturie, zaś Inkwizycja ramię w ramię z duchowieństwem Eclesium pleni wszelkie przejawy dawnej wiary. Ekspansja Zakonu zostaje zahamowana dopiero, gdy ich chorągwie znajdują się na linii rzeki Aukar. Tam też Kniaziowi Ziemi Drohickiej i drużynie księcia plemienia Oborytów udaje się powstrzymać marsz rycerzy, do czasu przybycia posiłków z Drohszcza. Ekspansja na wschód ustaje, gdy tylko sięga głębiej w nieprzebyte rejony tamtych ziem. Walka z zaległymi w puszczach zbójami Warchołwów nie jest tym samym, co bitwa na otwartym polu i przychodzi z trudem nawet najlepiej wyszkolonym pośród zakonników. Inkwizycji, stanowiącej obecnie również swego rodzaju kontrwywiad Autarchy, wydawało się jednak dziwne, aby słabo skonsolidowane państwo Slavów mogło samojedno stawiać tak zacięty opór. Oczywiście Eclesium oraz co gorliwsi spośród samozwańczych wieszczków grzmieli, iż wina za to leży po stronie rozpasania obyczaju i małej wiary, która wzmacniała straszliwe bóstwa pogan. Wielki Inkwizytor Herman von Kloicke widział jednak te powody nieco bardziej materialnymi. Slavowie Zachodni, nawet jeżeli byli wysoko rozwinięci, a waleczność ich jeźdźców obrastała w legendę, nie mieli dość sił by stawić czoło żelaznej pięści zakonnego rycerstwa. Coś wyraźnie nie było w porządku, dlatego von Kloicke zdecydował się wszcząć śledztwo. Nie musiało ono trwać długo, by na jaw wyszło finansowanie obrony Eadernu przez agentów Cara Ivana IV. To postawiło Zakon w trudnej sytuacji. Wróg nie był niezwyciężony, lecz zasoby Sojuszu Imperialnego mogły, a nawet na pewno przechyliłyby długotrwały konflikt na stronę caratu i jego marionetek. Jedynym wyjściem było obwarowanie ziem zajętych w pierwszej fazie konfliktu i atakowanie go z potężnych twierdz seriami zaplanownych najazdów wojowników-misjonarzy. Tak też uczyniono, w 514 roku kończąc budowę twierdzy Atialon, siedziby Komtura Trequesa Faraglera. Następne lata były przepełnione serią niewielkich bitew między siłami lokalnych wielmożów, a rycerstwa prowadzącego za sobą rzesze misjonarzy. Zazwyczaj niedoceniani wysłannicy Eclesium dobrze spełnili swoje zadanie, zasiewając wiarę w Ultimę wśród prostych mieszkańców pięknej ziemi Eadernu. Wkrótce pogranicze gotowe było już na kolejny etap świętej wojny.

W 520 roku część poddanych króla Eadernu zbuntowała się, zgorszona jego marionetkową postawą wobec Sojuszu Imperialnego. Wkrótce rokosz wsparła Wspólnota Slavów, pogrążając bezpieczną dotąd północ kraju w bratobójczej waśni. To był czas Zakonu.

W samo południe, wiosną 521 roku, Celestyn II pojawia się na tarasie Pałacu Autarchy i oznajmia iż nadszedł czas gniewu. Wszystkie katedry Państwa Zakonnego rozbrzmiewają hukiem dzwonów, gdy rozpoczyna się IV Wojna Święta.

Primus Exelsior Zakonu, Tankred, wie iż musi wciągnąć Sojusz w wojnę na dwa fronty i rozdzielić nieprzebrane zastępy jego wojsk, by wygrać.

Ogromne siły Zakonu zostają pchnięte na front. Mieszkańcy Tzzat prawie po czterystu dwudziestu latach znowu zauważają na horyzoncie proporce ze znakiem Obrońcy. Nad rzekę Ainill ciągną tysiące zbrojnych, zostających pod rozkazami Wielkiego Inkwizytora. Pod oblężenie dostaje się twierdza Lut’Amen, strzegąca wrót do Ushary. W Eadernie zaś pogranicze staje w ogniu. Wydaje się, że Ultima sprzyja wojskom Zakonu. Jednak koło historii lubi toczyć się swoimi ścieżkami i obracać korzyść w porażkę. Bowiem wkrótce  naprzeciw zastępów fanatycznych rycerzy-mnichów stają nieprzebrane plemiona Slavów, organizując potężne napady na Drugą Komturię, a czasami nawet zapuszczając się znacznie głębiej dzięki dostępowi do morza. By związać ich walką, w 525 roku Tankred decyduje się wysłać na tereny Norsy flotę wojenną. Tym samym Państwo Zakonne całkowicie włącza się do konfliktu między Frakcjami, walcząc na wszystkich frontach zarówno z Sojuszem Imperialnym jak też Wspólnotą Slavów.

Jedynie Ultima wie, jak zakończy się ta wojna.


Wszystkie prawa zastrzeżone. LineCladis
DivineEye Studio.
Czas generowania strony 0.023 s | Liczba zapytań SQL: 7 | Engine ver.: 1.21.05